UA trombita

Czymcie mnie, bo nie odpowiadam za siebie.
Ask me anything

Iron Man - three years later

Pięęękne. Oczywiście - to musi być infantylne, inaczej niedasię. Y’know, for kids. Ale ogląda się świetnie, jak to zwykle z Downeyem Jr.

Szkoda tylko, że oprócz trzeszczących szelek do zawieszania niewiary, skrzypią też liczne zmarnowane szanse na pokazanie prawdziwego futuryzmu.

Ironmanowa zbroja jest superultrahightech, roboty-sidekicki w zasadzie rozumne a nawet sarkastyczne, jednak: zamiast porządnych RFIDów są karty dostępu robiące ping, komputer szefa to zwykły Dell na którym piękna dziewczyna wpisuje wiersze poleceń z wprawą starego linuksiarza. Do tego nieznośny miejscami product placement Audi (srsly, nie pokazali chyba tylko tych małych modeli, które i tak nie schodzą w Stanach?).

Orgia Mechanical CADa podrasowanego VR - smakowita. Zresztą co ja piszę - cały film to nerdgasm majsterkowicza, każdy kto dzieckiem będąc kleił modele jęknie z rozkoszy.

A do tego zonk - ikony meblowego designu. Z lat 50 i 60. XX wieku. Alu i Lounge Chairs Eamesów, Arco Lamp Castiglionich… pewnie fotele Miesa i Le Corbu po prostu przeoczyłem. To niezwykłe, jak ta stylistyka wtopiła się w celebrycki świat. Te meble są jak mała czarna, nie wiesz co założyć - kup Vitrę!

Oraz Shelby Cobrę.

Comments
blog comments powered by Disqus
Blog comments powered by Disqus
More Information