Czymcie mnie, bo nie odpowiadam za siebie.
Ask me anything
Ask me anything
Fleet Foxes, Chorzów.
Pięknie było. Siedzieliśmy może dziesięć-dwanaście metrów od nich. To niezwykłe, że śpiewając i grając cały program z obu płyt nie zaliczyli ani jednego większego fałszu. To jakby niemożliwe, a jeszcze w dzisiejszych czasach kompresji i gagizmu. Może jeszcze VooVoo tak mają (miewają? miewali?), no ale Wagiel ma jednak nieco mniej oktaw niż Robin Pecknold. Który ma znakomite poczucie humoru (Now tell me guys, but honestly: were the t-shirts reasonably priced? No? Well, that explains a lot. Here’s some free jazz instead, then)
I jeszcze to, że uwielbiam tę bezczelnie harmonijną muzykę i czyste głosy, w których nie da się nie słyszeć Simona&Garfunkela 30 years later. Choć pewnie wstyd i nie wypada. Co mam w dupie.