UA trombita

Czymcie mnie, bo nie odpowiadam za siebie.
Ask me anything

Drive

Yay. To jest kino. Takie emocje, że nawet przez chwilę nie żałujesz, że nie poczekałeś na tani wtorek w Heliosie i zapłaciłeś fulprajs. Klimat. Sensowne dialogi. Wiarygodna intryga. Dobrze dobrana muzyka - w kinie brzmi świetnie, poza kinem chyba nie, ale nie każdemu soundtrackowi Lost Highway.

Aż mnie samego zaskoczyło, jak rzadko ostatnio przeżywam w kinie tego rodzaju emocje. Kolejny superbohater, kolejny Woody Allen, kolejne ambitne kino łotewskie… Miły wieczór i to wszystko, recenzent znów ściemnił, podlec. Może Prorok Audiarda dawał radę, może Ghostwriter Polańskiego, ale w obu czasem prawdopodobieństwo nie wyrabiało na zakrętach fabuły. Tu też jest parę trefnych detali (czemu na początku tak trudno uciec policji, a potem nigdzie jej nie ma? Po co łazić po mieście w zakrwawionej kurtce?) ale w ogóle nie uwierają.

Jak to dobrze, że nikt tu nie sypie dowcipami. Ze nie ma schematu bohater bije - biją bohatera - obity bohater zwycięża. Że nikt nie szepcze ze łzami w oczach i smyczkami w tle Dżon, kocham cię. Tu wszyscy są brutalni, skryci, skuteczni. Bezradni, zakompleksieni, zrozpaczeni. Pościg nie polega na mieleniu kilometrów, uciekinier jest skuteczny, bo sprytny. Czułość w kilku gestach, pięciosekundowa bójka.

Szacunek dla reżysera, szacunek dla operatora. Szacunek i owacja na stojąco dla Goslinga. Mało mówi, dużo patrzy. Byłby autystyczny, gdyby drobnymi gestami nie zdradzał emocji. Byłby psychopatyczny, gdybyśmy nie wiedzieli, że to żaden mastermind, a zwykły chłopak próbujący sobie poradzić jak umie. Do tego Carey Mulligan - fajnie, że jest. Idźcie, zobaczcie koniecznie.

Comments
blog comments powered by Disqus
Blog comments powered by Disqus
More Information